Liczba wyświetleń

wtorek, 19 marca 2013

Wiosna

Napisałeś:
"Trwam, czekając na Jutro. Trwam, czekając na wiosnę!"

Wiosna teraz wygląda tak:


Tito po spacerku - pies i zdjęcie Karoliny





wiosenne wizje z sieci


czekam na Jutro....

do mnie via sieć

Z szafy wyciągnięte kalosze, dużo za duże, chodzę i kopię śnieg, bo inaczej nie mogę mu zrobić krzywdy...Kopię mocno, zdecydowanie, choć wieczorem, w świetle sodowych latarni wygląda bajecznie... Tylko czemu nie może zostać na tej wysokości???




zdjęcia:
skafander-i-hiena.blog.pl
zamoimidrzwiami.blogspot.com

i jeszcze wyjaśnienie - zły człowiek wybił mi szybę w samochodzie i zniknął mój aparat, którym mogłam się bawić... teraz też nieźle się bawię, ale trochę inaczej... używam starego Zenitha, z wymiennymi obiektywami, tyle, że poza ustawianiem wszystkiego na piechotę (czułość, ostrość i takie tam najprostsze), muszę klisze zawozić tam, gdzie potrafią zgrać je na nośnik pasujący do komputera. Stąd czasem kadr mnie świerzbi, a w plenerze powinnam nosić ze sobą jeszcze lampy i jakąś blendę, a za sobą ciągnąć...jakiegoś asystenta :)
dlatego nie wszystko jest teraz moje...

piątek, 8 marca 2013

W odpowiedzi Zagubionej Istocie :)

Napisałeś do mnie :) Napisałeś, że dzięki mnie, po raz pierwszy od dawien dawna zacząłeś wierzyć w piękno ludzkiej duszy... że masz nadzieję, że zainspiruję jeszcze jakąś zagubioną istotę...
Inny Ktoś napisał kiedyś: tu emocja goni emocję... i spytał - kim jest ta kobieta??
Kiedyś byłam kimś innym. Mieć zawładnęło, Być schowało się w ciemny kąt, bo taka jest jego natura... Czasem wyglądało nieśmiało zza szafy, z komina, z mysiej dziury.. Patrzyłam w jego oczy i pęd hamował, lądowałam na chwilę. Potem wracałam do nieprzytomnego pędu wielkiego miasta. I zawsze marzyłam o Domu, bez sąsiadów, chodzących mi po głowie przez 10 pięter, potem tylko cztery... potem, w wynajętym domku, przechodzących przed oknem...
Takim na uboczu, z dala od rzeczywistości. Z przestrzenią wokół, horyzontem dalekim. Kilka lat temu zaryzykowałam. Trafiłam w środek wsi, malutkiej, sennej, z wszystkimi cudami i wszelkimi przywarami :)
Dom, już Ci to mówiłam, jest stary, wilgotny, remont wyje po kątach, okna się nie domykają, na strychu mieszkają wróble, sad starusieńki...ale... owoce mają taki smak, jaki zapamiętałam z dzieciństwa, śliwka to śliwka, sok spływa po palcach, czujesz jej konfiturową przyszłość, pachnie słońcem, dojrzałością najwspanialszą... Zapomniałam o chemii, opryskach, taśmach przylepnych, teraz wiem, że jeśli jest mała, a w środku siedzi robaczek, jest najlepsza... Bo robaczek nie ma świadomości cywilizacji i konieczności zysku, wybiera, co najlepsze :) Bez sensu? Czyżby? Nie mam nic wspólnego z tzw. ekologią, życiem blisko natury i innymi nowomodnymi cudami. Nagle znalazłam siebie. Nagle wróciłam do czegoś, co pewnie siedziało we mnie od lat, tylko starałam się to przykryć, schować... Okazało się, że prawdą jest, że gena nie da się wydłubać, jak mawia mój kuzyn. Moi dziadkowie mieli na Kresach wielki sad, to samo, co zastałam tu...
Dom jest we wsi, ale wielka, zielona brama, ze śladami serduszek, które narysowały dla mnie na niej dzieci, odcina mnie od całego świata, siedzę na dziwnej huśtawce i czytam, czytam... Spacer w polach, cisza, sypialka na gruntowej podłodze... pamiętasz? Opowiadałam Ci kiedyś o Anais, o jej domu, gdzie podłoga na gruncie sprawiła, że poczuła, jakby mogła zapuścić tu korzenie... Tak, nagle nieważne staje się tyle rzeczy, a widzisz to, czego do tej pory nie zauważałeś...
Twoje słowa sprawiły, że poczułam dosadniej trafność wyboru, który kiedyś dokonałam. Naprawdę. Nie znamy się, nie znam Thea, Starrego (chłopaki i wszyscy, którzy do mnie piszecie - uśmiechy), a słyszę od Was coś, czego nie słyszy się często od najbliższych... Co daje poczucie tego sensu, który nie wypływa z nas, a który dostajemy z zewnątrz. Tak samo ważny, tak samo określający nasze jestestwo.
Dziękuję....




Pako, cień Moniki i ja
za nami przestrzeń



czy naprawdę potrzebne są słowa??




kiedyś napisałam: 

cieszę się, że są ludzie, którzy mają podobne postrzeganie rzeczywistości, lubię z nimi rozmawiać, poznawać, to tak, jak w "ani z zielonego wzgórza" - ci, którzy znają józefa... z takimi jest łatwiej, normalniej. tacy nie wchodzą do twojego domu z inspekcją sanitarną - oj, ale tu masz dużo pracy, sprzątania itp. albo z kalkulatorem w oczach - ale musisz mieć kasy jeszcze, żeby to wyremontować... tacy zaglądają i zachwycają się doczyszczoną i odnowioną starą bańką na mleko ze złomowiska, konikiem na biegunach, który wpadł mi cudem w ręce i właśnie go szlifuję, strachami na wróble na podwórku i opowiadają, mówią, myślą, SĄ. kiedyś napisałam, że teraz budowanie zaczynam od dymu z komina, bo to najtrwalsza konstrukcja... to staff, jeden z moich ukochanych myślących - budowałem z kamienia i zwaliło się, budowałem z cegły i zwaliło się, teraz budować zacznę z dymu z komina... cytat z głowy, czyli z niczego :) ale sens jest. i tak żyję. na naszyjniku mojego życia są całkiem inne paciorki - jestem, czuję, myślę, kocham, emocje i ulotne chwile. i tak ma zostać. nic więcej po sobie nie zostawię... po sobie, czyli po człowieku, nie kolekcjonerze dóbr. i wiem, że to rozumiesz :)
uśmiechy

piątek, 1 marca 2013

1 marca

"Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy..
Pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy..."
                  Zbigniew Herbert


Niedługo przed katastrofą smoleńską prezydent Lech Kaczyński wniósł do Sejmu projekt ustawy ustanawiającej 1 marca Narodowym Dniem Żołnierzy Wyklętych.




Ostatni z nich został zamordowany w 1963 roku... Nie mają grobów, tylko po niewielu zostały drobne przedmioty, kilka wyroków śmierci....






Tyle lat minęło, zanim odważono się zacząć o nich mówić otwarcie, a w czasie głosowania nad ustawą ośmiu posłów było przeciw.. większość z PO, dwóch tzw. niezależnych, ten drugi najczęściej od rozumu - Andrzej Celiński i Kazimierz Kutz.






Zapora, Cezary, Zuch, Bartek, WiN, 5 Wileńska Łupaszki, Inka, Zagończyk, Warszyc, Ogień... nie pozwól, by konali przez całą wieczność, jak pisał poeta...


"I nie przebaczaj... Zaiste nie w naszej mocy wybaczać w imieniu tych, których zdradzono o świcie..."
                                                                                                    Zbigniew Herbert

http://www.youtube.com/watch?v=47PAEO8X1tA
http://www.youtube.com/watch?v=82ynVRdyVjE




zdjęcia z sieci









niedziela, 24 lutego 2013

Zima

Owionęła mnie zimnym oddechem, zamknęła w tęsknocie za słońcem. Zasypała rzeczywistość nieprzejrzystą mgłą i śniegiem. Świat stał się czarno-biały, jak stary film... Zniknęła droga, ścieżki, na oknach skrzynkowych okien pojawiły się lodowe koronki. Trwam czekając na Jutro..




to zdjęcie Moniki - zrobiła, spojrzała na swój aparat i stwierdziła z niechęcią: 
niby taki mądry, a same czarno-białe zdjęcia robi...









rozumiccy, przedwojenni narciarze




środa, 20 lutego 2013

14 lutego

Witaj,
wybacz, że tak długo kazałam ci czekać... Nawet nie wiem, gdzie byłam.. W jakiś dziwnych miejscach, w Patagonii i Kapadocji marzeń...
Ale już jestem i chwilowo nie wybieram się w żadną podróż.
Opowiem ci dziś, dlaczego 14 lutego jest dla mnie dniem ważnym. Zimowy, mroźny dzień, a kojarzy się z dumą, siłą, prawdziwą wiernością. To dzień, w którym w 1942r. powstała Armia Krajowa. Rozkazem gen. Władysława Sikorskiego, Naczelnego Wodza Sił Zbrojnych, przekształcona ze Związku Walki Zbrojnej. Szybko stała się najsilniejszą i najlepiej zorganizowaną podziemną armią w Europie. Pomyśl o tym, proszę....




Rota przysięgi Armii Krajowej:
W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił – aż do ofiary życia mego.
Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało. Tak mi dopomóż Bóg.






poniedziałek, 24 grudnia 2012

Bóg się rodzi


Została napisana przez Franciszka Karpińskiego w roku 1787. Był to czas po pierwszym rozbiorze Polski, w czasie przygotowań do Sejmu Wielkiego. Czas ten charakteryzował się tym, że w umysłach światłych ludzi z epoki jawiła się potrzeba głębokiej reformy państwa i ratowania niepodległości. Ale był to również czas, kiedy drogi i sposób myślenia władzy i elit intelektualnych rozeszły się niepomiernie. Elity władzy nie rozumiały jeszcze istoty zagrożenia i wydawało im się, że jakoś to będzie, że Polska nierządem stoi. Tymczasem elity intelektualne, nie tylko Karpiński ale też twórcy KEN, twórcy uchwał Sejmu Czteroletniego bili na alarm. Dlatego na zakończenie tej kolędy – napisanej w rytm poloneza, w rytm naszego narodowego utworu – umieszczono zwrotkę "Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą, w dobrych radach w dobrym bycie, wspieraj jej siłę Swą siłą". Sam twórca kolędy - Franciszek Karpiński (zresztą autor wielu innych znanych pieśni religijnych m.in "Kiedy ranne wstają zorze") w momencie, kiedy okazało się, że został rozpisany drugi i trzeci rozbiór Polski rozczarował się do tego stopnia życiem w Warszawie, że z niej wyjechał i już nigdy nie chciał wrócić. Tak był zdegustowany zachowaniem polskich elit. I trudno się dziwić. Nigdy bowiem w Polsce nie było tak wielkich balów jak po trzecim rozbiorze Polski. Świętowano go jako koniec z polską zgrzebną nieporadnością i czczono wejście Polski w skład wielkiego imperium. Franciszek Karpiński tego myślenia nie akceptował. Na wieść o podpisaniu trzeciego rozbioru – jednej nocy osiwiał. Osiadł na Białostocczyźnie. Zajął się pracą fizyczną i żadnego utworu już nie napisał. Uznał, że nie ma dla kogo. Natomiast widział sens pracy dla prostego ludu i wśród tego ludu miał niesamowity oddźwięk. Jego książeczki z pieśniami były wręcz rozchwytywane. Śpiewano je w każdym kościele. Jego grób ma zresztą kształt wiejskiej chaty.
Powstały jednak kontrowersje co do teologicznego przesłania tej kolędy...
Ten tekst odzwierciedla treść prologu Ewangelii Św. Jana. Zestawia też szereg paradoksów, (ogień krzepnie, blask – ciemnieje) na znak, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Franciszek Karpiński był człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Był absolwentem Uniwersytetu we Lwowie, była też doktorem filozofii, a biskupi usilnie zabiegali by go uczynić go duchownym. On nigdy nie przystąpił do stanu duchownego ale był gruntownie wykształcony teologicznie. W tej kolędzie umieścił też słowa:
"Cóż masz niebo nad ziemiany, Bóg porzucił szczęście Twoje"
Chodzi o to, że Bóg wybrał ten rodzaj szczęścia pośród nas, przez krzyż, porzucając beztroskie szczęście aniołów. Zszedł na ten świat, gdzie jest płacz i łzy. Ale ponieważ w niektórych wersjach zostało to źle zapisane, że "Bóg porzucił szczęście Swoje", to niektórzy ortodoksyjni teologowie zaczęli zarzucać mu, że Bóg nie może porzucić swojego szczęścia, bo nie może pozbyć się czegoś co jest częścią jego istoty. Dlatego niektórzy nawet nie chcieli śpiewać tej zwrotki, żeby nie wpadać w herezję. Tymczasem wystarczy po prostu trzymać się oryginału. I trzymajmy się oryginału, boFranciszek Karpiński jest niesamowicie precyzyjny, a każde jego słowo ma wielkie znaczenie i jest przemyślane.

ks. Henryk Zieliński, redaktor naczelny tygodnika "Idziemy" w rozmowie z wPolityce.pl

wtorek, 18 grudnia 2012

pstrąg i śledź




Pstrąg
Czyszczę dokładnie wewnątrz i nic mu nie odcinam. Myję, osączam w ręczniku papierowym,posypuję naturalną przyprawą włoską, wcieram ją też we wnętrze, do środka daję plasterek masła maślanego, takiego prawdziwego, lekko solę, pakuję w folię aluminiową i do piekarnika. Podaję z kawałkiem cytrynki, którą skrapiam go z każdej strony. Żadne panierowanie, smażenie i takie tam.

Śledziki
Powinny być całe, takie, które mają też ości. Moczę, 50 razy woda zmieniana i oblizuję paluchy, którymi sprawdzam, na ile są dalej słone. Najlepsze śledzie Monika przywozi z .. kopalni :) Dla mnie to niepojęte, bo nie mam pojęcia, na jakim poziomie się wydobywa wszystkie te pychoty, które razem ze śledzikami tam zdobywa...Widzisz, pewnie też ci się wydawało, że z kopalni to tylko węgiel :)
Wymoczone, odpowiednio słone, tnę na kawałeczki, pi razy drzwi 4-5 centymetrowe. W słoiku układam pojedynczymi warstwami – śledzik, poplasterkowana cebula (...), wcześniej posypana i wymieszana z drobno pociętym koperkiem, kulkami ziela angielskiego i gorczycą, na to śledziki i listek laurowy. I kolejna warstwa, z akcentem na cebulę, bo uwielbiam. Całość zalewam olejem lnianym, bo jest najpyszniejszy, w markecie już jest. A jak nie mam, to innym. Choć najpyszniejszy jest ukraiński lniany olej nie tłoczony, a bity, tylko skąd go wziąć...Wszystko to robię przynajmniej 3 dni przed podaniem, żeby cebulka była lepsza od śledzia..


poniedziałek, 17 grudnia 2012

i znów dziękuję :)

Za kolejny tysiąc odwiedzin... Czuję się, jakbym miała dom pełen gości, dla których gotuję kompot, podaję drożdżowe ciasto, kwaśne mleko, na drewnianym stole biały obrus, polne kwiaty, wszędzie śmiech i lato... Tak, jakby świąteczna radość trwała cały rok... Ciepło w sercu... Kłaniam się nisko :)

http://www.e-ogrodek.pl/a/10335,nakrycie-stolu-w-ogrodzie

niedziela, 16 grudnia 2012

kopalnia "wujek"

16 grudnia przeciwko górnikom w kopalni Wujek w Katowicach skierowano: 5 kompani ZOMO, 2 kompanie ORMO, 1 kompanię NOMO, 7 armatek wodnych, 3 kompanie po 10 bojowych wozów piechoty i 1 kompanię czołgów.
W pogotowiu czekał również pluton specjalny ZOMO. Czołgi sforsowały mur, a oddziały ZOMO wkroczyły na teren kopalni.
Wobec górników użyto środków chemicznych. Byli także polewani wodą.
Następnie do akcji wprowadzono pluton specjalny i rozległy się strzały...

Podczas pacyfikacji kopalni "Wujek" zginęli:
Józef Czekalski
Krzysztof Giza
Ryszard Gzik
Bogusław Kopczak
Zenon Zając
Zbigniew Wilk
Andrzej Pełka
Jan Stawisiński
Joachim Gnida




Jan Stawsiński miał 21 lat. Został zastrzelony przez milicyjnego snajpera z helikoptera. Syn Janiny Stawsińskiej umierał w katowickim szpitalu. Pani Janina, rezygnując z pracy na Pomorzu, specjalnie przybyła na Śląsk i zatrudniła się w tym szpitalu. Jako salowa czuwała dzień i noc przy łóżku nieprzytomnego syna. Gdy 25 stycznia 1982 r. zmarł bez odzyskania przytomności, powróciła do siebie. Tutaj nie miała łatwego życia. Bezpieka ją inwigilowała i utrudniała dostęp do grobu dziecka. W 1984 r. pobito ją nawet w czasie demonstracji. Gdy kilkanaście lat temu rozpoczął się proces oprawców, przyjeżdżała na każdą rozprawę. W ten sposób trasę Koszalin-Katowice przemierzyła pociągiem aż 97 razy tam i z powrotem. Znosiła te nieprawdopodobne trudy, bo wierzyła, że domagając się prawdy i sprawiedliwości, może ocalić ideały, za które zginął jej syn.
31 maja 2007 r. został ogłoszony wyrok w procesie członków plutonu ZOMO, który strzelał do górników - 11 lat więzienia dla Romualda Cieślaka, b. szefa plutonu specjalnego ZOMO z kopalni "Wujek" i "Manifest Lipcowy"; kary 3 lat oraz 2 i pół roku dla jego podwładnych; uniewinnienie b. wiceszefa MO z Katowic Mariana Okrutnego i umorzenie sprawy jednego z zomowców z "Manifestu Lipcowego". Z kolei Czesław Kiszczak został uniewinniony przez sąd 26.04.2011 r. Janina Stawsińska zmarła parę dni później, 3 maja. Pogrzeb zgodnie z jej wolą był bardzo skromny. Pochowano ją na koszalińskim cmentarzu w tym samym grobie, w którym spoczywa jej syn.






zdjęcia z sieci

sobota, 15 grudnia 2012

kutia, makówki i pychota


kutia:
Bywa zdradliwa, bo jest ciężkostrawna. Ma też 1 wadę-podaje się ją na koniec i - poza Stefcią, lata temu - nikt nie ma na nią miejsca... Zaczynam od przygotowania 6 garnków. W pierwszym gotuję namoczoną w nim dzień wcześniej, łuskana pszenicę. mieszam to i mieszam, a ona się po paru minutach od zawrzenia przypala. Błyskawicznie przerzucam ją do drugiego garnka, bo jak się przypali, gorzka będzie i mało aromatyczna. Podlewam w tym drugim garnku ciutkiem wrzącej wody, mieszam, ona się przypala, ja przerzucam, podlewam... i tak dalej, aż będzie miękka i pyszna.
Mak daję do zmielenia w piekarni. Gotuję w 1 garnku, cały czas mieszając, dobrze wcześniej namoczyć, ale jak nie, to starczy zalać wrzątkiem. Łuskam orzechy włoskie i laskowe, kroję na drobne kawałeczki, daję wcześniej namoczone we wrzątku (poza tym dniem moczę w wódeczce, ale to post, itd) rodzynki, drobno pocięte morele, suszone na słońcu (sklep ze zdrową żywnością, pszenica też, choć i w warzywniaku pewnie będzie), jak kto lubi, to figi, jedyny suszony owoc, którego nawet nie dotykam :)
Mieszam to z wystudzoną pszenicą i słodzę miodem. bajko ty moja.....

makówki:
Mak jak wyżej, jak wystygnie słodzę miodem. potem biorę duuużą miskę szklaną, ale żeby w lodówce się zmieściła, bo jak zimy nie będzie, to na dworze za ciepło, a psy i koty tylko czekają.. Lodówki w grudniu zawsze są za małe, naczynia za duże, przedmioty stają się za-nie-takie, bo to czas uczuć przedziwnych, pięknych...
Kupuję batona-francuza-bułkę paryską, kroję na cienkie kromki i układam warstwami - mak, ciasno obok siebie ułożone kromeczki bułki. Lepsze są wcześniej namoczone w mleku, ale wtedy trzeba to wszystko zjeść jak najszybciej, zanim mleko skwaśnieje. Robię bez mleka, za to na talerzu, zanim zjem, porcyjkę polewam.....30% śmietaną, zapominając, że miażdżyca i takie tam.


I pychota niebywała, aczkolwiek nie tylko na Wigilię … hreczka, to kasza gryczana, absolutnie najpyszniejsza, najdelikatniejsza jest ta niepalona, biała,wzrokowo jak kaszka na krupnik. Kupuję w sklepie ze zdrową żywnością. Kaszę, każdą, ryż też (tylko z pszenicą to nie wychodzi...) gotuję tak:
do garnka wlewam wodę, objętościowo 2 razy tyle, ile suchej kaszy, solę i czekam, aż zawrze. Kaszę rzucam na wrzątek, nie zmniejszam gazu i stoję nad tym, mieszając, aż się pobałwani ze 2-3 minuty. po czym przykrywam-o dziwo-przykrywką, zawijam w ręcznik i pakuję pod pierzynkę na jakieś 30 min. Wychodzi na sypko, co ma sens nawet, jak się komu nie spieszy...
Po tych 30 min. wymieszać z podrobionym twarogiem i kawałeczkami orzechów włoskich i zapiec, aż się ser zacznie kleić.
A jakie to pyszne nawet nie w Święta...