Liczba wyświetleń

poniedziałek, 25 marca 2013

Nic nie może przecież wiecznie trwać...

"Nic nie może przecież wiecznie trwać,
Co zesłał los trzeba będzie stracić,
Nic nie może przecież wiecznie trwać
Za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić..."
                                           Anna Jantar




Podobno z rzeczy trwałych i wiecznych najtrwalsza jest trwała ondulacja, a wieczne tylko pióro... Cała reszta jest ulotna, przejściowa, chwilowa, efemeryczna.. nawet, jeśli wydaje się, że teraz to już na pewno, na zawsze, ciągle, pewnie...
Czemu moje, a pewnie twoje też, pełne poczucie bezpieczeństwa, zależy również od tego, co przychodzi z zewnątrz, tego, na co nie mamy żadnego wpływu?
Pamiętasz? Opowiadałam ci kiedyś o Renacie Mauer. Już nie pamiętam z jakiej okazji była na Wielkim Balu. Mała, drobna, w połyskliwej, jasnopopielatej, czy błękitnej wieczorowej sukni. Tak inna od zgromadzonych wyjadaczy GAL, BANKIETÓW, RAUTÓW... Opowiadała, jak samotna i niedopasowana czuła się w tym miejscu. W pewnym momencie oparła się plecami o marmurową kolumnę, która swą zimną, majestatyczną siłą, dała jej poczucie niewzruszalnego oparcia. Powiedziałeś wtedy, że moją kolumną jest mój sad, że zrozumiałeś to, widząc, jak wskazywałam drzewa i konary do ścięcia. Wiedziałeś, że każdy rzaz tnie moje serce, mimo, że mam świadomość konieczności jego wykonania, a może właśnie dlatego... Potem przyniosłeś mi bukiet pierwiosnków z tego pobojowiska, na które nie umiałam patrzeć, czy przejść tamtędy nawet na moje ukochane pola... Takie maleńkie, białe życie wśród rzezi...Jak nadzieja, jak wiara...
Tak, masz rację. Ten kąt jest moją Gają, tu odzyskuję siły, tu jeszcze mam cień nadziei...Opowiadałam ci, jak przyjechałam tu i zaczęłam żyć pełna wiary, marzeń, planów szalonych. O wieczorach na podwórcu, oświetlanych migoczącymi ognikami drewnianych lampionów, świetlikach, planetarium nad głową, szmacianej huśtawce, z której trudno mi zejść w ciepłe i zimne wieczory, bo boję się, że ten świat zniknie, jak tylko drgnę, jak tylko przestanę patrzeć...
Tutaj nauczyłam się tylu rzeczy, cięcia drewna, ciągnięcia instalacji elektrycznej, murowania, tynkowania, ale też czuć, myśleć, czerpać siłę ze świadomości mojej małości wobec tego, co On stworzył.
Tu wszystko smakuje inaczej, każdy kęs chleba powszedniego, każdy cień, szelest i każde uczucie, które staje się moim udziałem.
Pamiętasz? Kiedyś pisałam, że tu wszystko ma swój czas - orka i godziny otwarcia sklepów, praca i piwo pod wielkim parasolem, życie i śmierć. Powiesz - jak wszędzie. Tak, ale tu nie przełożysz spotkania z broną na inny dzień, nie zrobisz zakupów o 15-tej, a jeśli nie natniesz drzewa dziś, po prostu zmarzniesz i żaden telefon tego nie załatwi... Tu czas Istnieje, Żyje, nie jest tylko popychaczem  wskazówek zegara...
Tu nie da się Być, opowiadając pobożne życzenia na swój temat, zaklinając rzeczywistość, udając, bo każde zaniechanie dotyka do szpiku kości. Wtedy zostaje tylko ból i wyrzuty sumienia...
Pokochałam ten świat, to życie, te emocje... Wiesz, że znów wszystko się zmieniło. Chciałabym schować się w bezpiecznym, ciepłym kokonie silnych ramion, które zbudują pancerz, a muszę znieść ze strychu zakurzone szpilki, włożyć coś, co nie podrażni wystających końcówek nerwów, z których składa się moja skóra, przywdziać maskę i spróbować przetrwać... Bo nie jest grzechem słabość, jest nim dopiero nie chcieć być silnym...
Nie wiem, co będzie dalej, a z niewidzialnym nie umiem walczyć... I nie wiem, czy wystarczy mi świadomość, że mam to wszystko w sercu, a stamtąd nikt mi tego nie zabierze...

https://www.youtube.com/watch?v=0QRgAL7Jw3k&list=PLNB1qbKgu5DN8GS8GqkjReoRkwQO2vbua





trwałość podług alego




i jeszcze jedno ZAWSZE.... tak dla miłego zakończenia :)


demotywator

1 komentarz:

  1. Widok owada w pogotowiu bardzo mnie ożywia, brrr. I przypomina, że czasem bywa ciepło.

    OdpowiedzUsuń