Liczba wyświetleń

sobota, 3 stycznia 2015

Mroźnie...

Zima bez plastikowych okien, bez pokrętła w ścianie, zwiększającego temperaturę, w ciepłych kapciach, grubym, z miękkim kocem, kubeczkiem kakao, ogniem trzaskającym w kozie... Miękkie światło małej lampki, stos nowych książek, koty, leniwie przeciągające się przed paleniskiem... 
No dobrze, centralne też działa, ale wróciłam właśnie z miasta, przez kilka dni nikt nie palił w piecu, jedno z okien poczuło w sobie artystyczną duszę i popełniło witraż. Piękny i efemeryczny, bo kaloryfer go wyparował...
Przypomniało mi się dzieciństwo w starej kamienicy, z wielkimi piecami w każdym pokoju, Dziadzio, który o świcie wchodził do pokoju z wiadrem nakrytym wilgotną szmatką, żeby popiół nie fruwał jak w Herculanum, szuranie w piecu i po chwili buzowanie ognia, ze świstem wlatującego w komin... Lodówka między skrzydłami kuchennych okien...
Jak daleko jestem od niskich sufitów, ciepłej wody z sieci, suchego powietrza i życia w betonie...
Ciepłe uśmiechy znad parującego kompotu z gruszek, cynamonem i goździkami





4 komentarze:

  1. Zima to piękno, ale i zło jednocześnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. https://www.youtube.com/watch?v=vDFuzhnTegc
    spróbuj przesiąść się ze statku zagłady na trochę inny....boję sie zimy, dlatego szukam zapominajek, to pozwala przetrwać
    uśmiechy

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie dziś czeka powrót do domu nie ogrzewanego od dwóch tygodni. Obstawiam, że będzie najwyżej 12 st.C. Brrr...

    Dużo ciepła w nowym roku, Grajko!

    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń