Liczba wyświetleń

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Bóg się rodzi


Została napisana przez Franciszka Karpińskiego w roku 1787. Był to czas po pierwszym rozbiorze Polski, w czasie przygotowań do Sejmu Wielkiego. Czas ten charakteryzował się tym, że w umysłach światłych ludzi z epoki jawiła się potrzeba głębokiej reformy państwa i ratowania niepodległości. Ale był to również czas, kiedy drogi i sposób myślenia władzy i elit intelektualnych rozeszły się niepomiernie. Elity władzy nie rozumiały jeszcze istoty zagrożenia i wydawało im się, że jakoś to będzie, że Polska nierządem stoi. Tymczasem elity intelektualne, nie tylko Karpiński ale też twórcy KEN, twórcy uchwał Sejmu Czteroletniego bili na alarm. Dlatego na zakończenie tej kolędy – napisanej w rytm poloneza, w rytm naszego narodowego utworu – umieszczono zwrotkę "Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą, w dobrych radach w dobrym bycie, wspieraj jej siłę Swą siłą". Sam twórca kolędy - Franciszek Karpiński (zresztą autor wielu innych znanych pieśni religijnych m.in "Kiedy ranne wstają zorze") w momencie, kiedy okazało się, że został rozpisany drugi i trzeci rozbiór Polski rozczarował się do tego stopnia życiem w Warszawie, że z niej wyjechał i już nigdy nie chciał wrócić. Tak był zdegustowany zachowaniem polskich elit. I trudno się dziwić. Nigdy bowiem w Polsce nie było tak wielkich balów jak po trzecim rozbiorze Polski. Świętowano go jako koniec z polską zgrzebną nieporadnością i czczono wejście Polski w skład wielkiego imperium. Franciszek Karpiński tego myślenia nie akceptował. Na wieść o podpisaniu trzeciego rozbioru – jednej nocy osiwiał. Osiadł na Białostocczyźnie. Zajął się pracą fizyczną i żadnego utworu już nie napisał. Uznał, że nie ma dla kogo. Natomiast widział sens pracy dla prostego ludu i wśród tego ludu miał niesamowity oddźwięk. Jego książeczki z pieśniami były wręcz rozchwytywane. Śpiewano je w każdym kościele. Jego grób ma zresztą kształt wiejskiej chaty.
Powstały jednak kontrowersje co do teologicznego przesłania tej kolędy...
Ten tekst odzwierciedla treść prologu Ewangelii Św. Jana. Zestawia też szereg paradoksów, (ogień krzepnie, blask – ciemnieje) na znak, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Franciszek Karpiński był człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Był absolwentem Uniwersytetu we Lwowie, była też doktorem filozofii, a biskupi usilnie zabiegali by go uczynić go duchownym. On nigdy nie przystąpił do stanu duchownego ale był gruntownie wykształcony teologicznie. W tej kolędzie umieścił też słowa:
"Cóż masz niebo nad ziemiany, Bóg porzucił szczęście Twoje"
Chodzi o to, że Bóg wybrał ten rodzaj szczęścia pośród nas, przez krzyż, porzucając beztroskie szczęście aniołów. Zszedł na ten świat, gdzie jest płacz i łzy. Ale ponieważ w niektórych wersjach zostało to źle zapisane, że "Bóg porzucił szczęście Swoje", to niektórzy ortodoksyjni teologowie zaczęli zarzucać mu, że Bóg nie może porzucić swojego szczęścia, bo nie może pozbyć się czegoś co jest częścią jego istoty. Dlatego niektórzy nawet nie chcieli śpiewać tej zwrotki, żeby nie wpadać w herezję. Tymczasem wystarczy po prostu trzymać się oryginału. I trzymajmy się oryginału, boFranciszek Karpiński jest niesamowicie precyzyjny, a każde jego słowo ma wielkie znaczenie i jest przemyślane.

ks. Henryk Zieliński, redaktor naczelny tygodnika "Idziemy" w rozmowie z wPolityce.pl

1 komentarz:

  1. To jest jedna z moich najulubieńszych kolęd, zarówno muzyka jak i te przeciwieństwa zestawione z sobą bardzo mnie poruszają.
    S.

    OdpowiedzUsuń