Liczba wyświetleń

środa, 12 grudnia 2012

karp w galarecie

Przepisy świąteczne popełniłam kiedyś dla Anki Krakowianki, są jej, ale mam taką ochotę pokazać ci, jakie są moje Święta... Ania, buziaki...

Karp w galarecie, bajka po prostu, ulubiona mojego dziadzia, czyli moja też.
Poza karpiem sprzedał mi mamałygę, poczucie bezpieczeństwa, czytanie...książek - miałam 3 lata, jak zapisał mnie do biblioteki i kupił specjalny, tekturowy tornister, żebym miała w czym książki nosić.
Był esencją cierpliwości, nieprzegadanego, a okazanego w codziennych drobiazgach kochania. Człowiek prawy, dobry i mądry. Zasnął zbyt szybko, miałam 15 lat.
Karpia od kilku już lat przywozimy z wód dawniej przynależnych cystersom. Stawy są w środku rezerwatu przyrody, opróżniane tylko raz w roku, a zawsze jeden pozostaje z wodą, bo z niego odlatują na zimę gęsi- widok niebywały tysiąca ptaków na stawie, którego prawie spod nich nie widać, radzące głośno przed odlotem..
Po wykonaniu czynności niezbędnych, żeby rybka stała się mięsem, dzielę ją, specjalnie na tę okoliczność kupionym elektrycznym nożem, na dzwońce. Usuwam łuski, przycinam płetwy, koty zewsząd nadciągają na to, co rybka ma w środku, a mięso nie potrzebuje. Myję dokładnie, solę dostatecznie i układam w garnku. Nerwowo tym razem czekam do jutra.Rano obieram około 1 kg cebuli, kroję w drobną kostkę (a nie używam do tego deseczki, kroję w ręce - nie, to nie ma znaczenia kulinarnego, po prostu się chwalę), zalewam wodą, dodaję garść rodzynek, ciut pieprzu i gotuję ok. 20 min. na niewielkim ogniu. Wody nie może być za dużo, bo się galaretka nie zetnie, ani za mało, żeby nic nie wystawało, bo się nie dogotuje. I to pachnie tak, że już wiem, że Święta za chwilkę. Potem wkładam ostrożnie dzwońce tak, żeby utonęły w wywarze cebulowym i dodaję ze 4 głowy karpiowe. Zmniejszam gaz, bo rybka musi pyrkać, albo lepiej murgać, jak mawiała Stefcia. Gotuję na oko, koło 15-20 min, zależnie, jakie duże są kawałki, a potem delikatnie wyławiam dzwońce, układam na półmisku i oddzielam ... rodzynki od cebuli. Połowę rodzynek zjadam od razu, resztę rozsypuję wokół ryby i przecieram na nią cebulę przez sitko. Dopełniam czystym wywarem, lanym przez sitko, a jak wystygnie, wstawiam do lodówki. 
Jemy z chałką, której nie piekę na te święta, bo nie ma kiedy.





dziadzio

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz