Liczba wyświetleń

środa, 29 sierpnia 2012

moja wieś


Dla człowieka z miasta wieś to potwór pełen błota, bez kina, teatru, czy zwykłego przejścia dla pieszych, o sygnalizacji świetlnej, taksówkach, restauracjach nie wspominając, bądź to miejsce anielskie, sioło z popularnych ostatnimi czasy książek, filmów, tematycznej prasy, poświęconej tylko życiu na wsi.
Jedni i drudzy maja tylko po trosze racji...
Przeprowadzka na wieś, mimo że wytęskniona i wymarzona, przewróciła moje życie do góry nogami.
Dotknęłam rzeczy i spraw, ludzi i wydarzeń, z którymi w wielkim, anonimowym mieście nie miałabym do końca życia nic wspólnego.
Zobaczyłam świat, o którym nie piszą portale zachwycone ekologicznie nastawionymi celebrytami, mieszkającymi od niedawna na wsi tuż pod miastem, domy, których na próżno szukać w magazynach wnętrzarskich, w większości zbudowane na przełomie 19 i 20 wielu.
Ponad rok bawiłam się z dziećmi ze wsi, zaprosiłam wielkich tego powiatu do czytania bajek i fundowania nagród za ich ilustrowanie, sama czytałam książki i rozmawiałam o życiu. Z Moniką („napisz o mnie, napisz Monika Moskała”), człowiekiem przez wielkie C, kobietą, która na nowo pokazuje mi świat, prowadziłyśmy zajęcia plastyczne, teatralne, uczyłyśmy dykcji i ekspresji... do dziś dzieci przychodzą do mnie, oglądamy razem „Opowieści z Narnii”, czytamy „Anię z Zielonego Wzgórza”. Dzieci nauczyły się grać „w sznura”, latem przed moim domem skakały na jednej linie 4 pokolenia.... Dzięki tym dzieciom, zobaczyłam zupełnie inną rzeczywistość. Bez pędu, obecnego nawet podświadomie konsumpcjonizmu, inaczej patrzę dziś na codzienność. Jestem człowiekiem w fazie przejściowej – już nie z miasta, ale jeszcze ciągle nie ze wsi, już nie w szpilkach, jeszcze nie w kwiecistej podomce. Jeszcze z potrzebą nowego, ciekawego, bodźców przeróżnych, ale też z zatrzymaniem się po drodze, bo zachód słońca, bo dziki przechodzą przez drogę, bo sokoły i jastrzębie patrzą, jakby posiadły wszelką mądrość.. i kto wie, pewnie tak jest.
To jakby powrót do dzieciństwa, cichego, spokojnego, bezpiecznego. Już nie chcę miasta, nowoczesności, rond i szerokich ulic. Centrów handlowych, tramwajów i maleńkich skwerków. 
Dziś zdjęcia p. Adama Walanusa, człowieka, którego droga życiowa zaniosła z miasta do jeszcze większego miasta :) 
Zobacz, proszę, jego Rozumice....

1 komentarz:

  1. Si, taka prawdziwa wieś ograbia z tego co się mozolnie buduje - te wszystkie szpilki, makijaże, ronda etc. - w jej obliczu widać jak bardzo śmiesznie to wygląda. Z drugiej strony myślę sobie że my (kobiety, ludzie, ja i Ty) to wszystko - i kwieciste podomki i szpilki (mówiąc symbolicznie) i cudowne jest to że w różnych Rozumicach można po prostu być i pozwolić sobie siebie już nie określać. A dzieci, czytania książek i skakania na linie zazdroszczę - takich wsi prawie już nie ma. Marzę o tym by u mnie zebrać kilkoro dzieci i pożyć z nimi "nieprzymuszenie po waldorfsku;)", ale to już nie taka wieś... zdjęcia pana W. zachwycające i odkrywcze (szczególnie pierwsze).

    OdpowiedzUsuń